Europa potrzebuje chemii, aby zachować bezpieczeństwo gospodarcze – wywiad z dr. inż. Tomaszem Zielińskim, Prezesem Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego
– Albo Europa stworzy warunki do produkcji i inwestowania, albo będzie coraz częściej tracić przemysł, który jest potrzebny do realizacji jej własnych celów – mówi dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu, PIPC.
Natalia Kosik, Specjalistka ds. Komunikacji, PIPC: Panie Prezesie, przemysł chemiczny jest jednym z filarów europejskiej gospodarki i pozostaje fundamentem wielu kluczowych łańcuchów wartości. Z drugiej strony coraz częściej mówi się o spadku mocy produkcyjnych, ograniczaniu inwestycji i utracie przewag konkurencyjnych. Jak Pan ocenia obecną kondycję polskiej i europejskiej chemii: czy sektor wciąż ma potencjał rozwoju, czy przede wszystkim walczy dziś o utrzymanie swojej pozycji?
dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu, PIPC: Na wstępie warto jasno podkreślić, że przemysł chemiczny pozostaje jednym z filarów europejskiej gospodarki oraz jednym z najważniejszych ogniw całego łańcucha wartości praktycznie każdej nowoczesnej gospodarki. Chemia jest dziś obecna wszędzie, od przemysłu spożywczego, przez motoryzację i energetykę, po medycynę, obronność czy nowoczesne technologie. Od kondycji sektora chemicznego zależy rozwój wielu innych branż.
Jednocześnie ostatnie lata, szczególnie od momentu wybuchu wojny w Ukrainie, uwypukliły ogromny problem utraty konkurencyjności europejskiej chemii. W rzeczywistości jednak proces ten trwa od ponad dwóch dekad. W tym czasie Chiny zbudowały pozycję światowego lidera branży chemicznej, osiągając już niemal 45% udziału w globalnym rynku chemii.
Wojna w Ukrainie dodatkowo pogłębiła kryzys energetyczny, zerwała część łańcuchów dostaw i pokazała, jak silnie Europa uzależniona jest od importu podstawowych surowców oraz jak duże ma deficyty w zakresie konkurencyjnej energii. Dodatkowo europejski przemysł coraz mocniej odczuwa presję importu tańszych produktów spoza Europy, przede wszystkim z regionów, gdzie energia jest znacznie tańsza, a producenci nie są obciążeni tak wysokimi kosztami regulacyjnymi i klimatycznymi jak w UE.
W efekcie w ostatnich latach w Europie zamknięto około 37 mln ton mocy produkcyjnych w chemii, a wiele inwestycji oraz zdolności produkcyjnych zostało przeniesionych do regionów o niższych kosztach działalności, zwłaszcza do Azji.
Mimo tego chemia nadal pozostaje fundamentem każdej rozwijającej się gospodarki. W samej Polsce sektor chemiczny odpowiada za około 18% całego przemysłu. Dlatego można powiedzieć, że branża równocześnie walczy dziś o utrzymanie swojej pozycji i ograniczenie dalszej utraty udziałów rynkowych, ale jednocześnie nadal posiada ogromny potencjał rozwojowy.
Chemia od zawsze była związana z innowacyjnością i rozwojem technologicznym. Co więcej, obecne wyzwania związane z bezpieczeństwem, odpornością gospodarki i suwerennością surowcową powodują, że przemysł chemiczny może odegrać kluczową rolę w budowaniu bezpieczeństwa Europy.
Dziś możemy powiedzieć jedno: bez chemii nie ma bezpieczeństwa. Nie ma nowoczesnej medycyny, leków, żywności, nawozów, materiałów, obronności czy transformacji energetycznej. Dlatego mimo ogromnych wyzwań sektor nadal będzie strategicznie potrzebny Europie.
Przemysł chemiczny coraz częściej funkcjonuje w warunkach, w których decyzje geopolityczne, konflikty zbrojne i zakłócenia na globalnych szlakach handlowych niemal natychmiast przekładają się na ceny energii, dostępność surowców i koszty produkcji. Czy europejska chemia jest jeszcze w stanie konkurować w takim otoczeniu?
Niewątpliwie europejska chemia stoi dziś przed ogromnymi wyzwaniami związanymi z możliwością konkurowania na globalnym rynku. Największym problemem pozostają koszty energii. Europa wyraźnie odstaje dziś pod tym względem od innych regionów świata, zarówno od Stanów Zjednoczonych, jak i Azji czy Bliskiego Wschodu.
Podobnie wygląda sytuacja w zakresie podstawowych surowców, od których Europa pozostaje silnie uzależniona. Własne zasoby są niewystarczające, dlatego europejski przemysł nadal będzie opierał się na imporcie spoza UE.
Widzimy również, jak ogromny wpływ na przemysł mają napięcia geopolityczne. Sytuacja na Bliskim Wschodzie pokazała, jak szybko zakłócenia na szlakach handlowych przekładają się na dostępność surowców i ceny energii. W szczególności dotknęło to regiony silnie uzależnione od dostaw z tego kierunku, przede wszystkim Azję, ale skutki odczuwa cały światowy przemysł.
Jeżeli zapytamy dziś przedstawicieli sektorów energochłonnych, w tym przemysłu chemicznego, jaki jest najważniejszy czynnik wpływający na konkurencyjność, odpowiedź będzie praktycznie zawsze taka sama: koszty energii.
Dlatego zapewnienie Europie stabilnej, dostępnej i konkurencyjnej cenowo energii jest dziś absolutnie kluczowe dla utrzymania przemysłu chemicznego i zdolności konkurowania z resztą świata.
Europa przez lata budowała ambitną politykę klimatyczną i regulacyjną, zakładając, że przemysł będzie w stanie jednocześnie inwestować, dekarbonizować się i utrzymywać produkcję w UE. Czy obecne warunki – wysokie ceny energii, presja importowa i niestabilność geopolityczna – nie podważają tego założenia?
Sam kierunek transformacji pozostaje ważny i przemysł chemiczny go nie kwestionuje. Firmy inwestują w efektywność energetyczną, nowe technologie, gospodarkę obiegu zamkniętego czy ograniczanie emisji. Jednak transformacja ma swoją ekonomię.
Ostatnie lata pokazały, jak bardzo Europa zaczęła odstawać kosztowo od innych regionów świata. Energia jest wielokrotnie droższa niż w konkurencyjnych regionach, a równocześnie europejski przemysł obciążony jest dodatkowymi kosztami regulacyjnymi, środowiskowymi i transformacyjnymi.
Dziś możemy już powiedzieć wprost, że część europejskich celów okazała się nadmiernie ambitna z perspektywy konkurencyjności przemysłu. Europa coraz szybciej traci udział w globalnym rynku, a ryzyko dalszej deindustrializacji staje się bardzo realne.
Dlatego Europa powinna dokonać głębokiej refleksji nad obowiązującym modelem regulacyjnym i tempem, a może i skalą transformacji. Cele klimatyczne muszą uwzględniać realia globalnej konkurencji oraz bezpieczeństwo gospodarcze Europy.
Szczególnie ważna jest dziś rewizja systemu EU ETS. Od dawna postulujemy konieczność głębokiej zmiany tego mechanizmu. W obecnym kształcie system jest przewymiarowany, zbyt kosztowny i zbyt trudny do realizacji dla energochłonnego przemysłu.
Duże obawy budzi również sposób powiązania EU ETS z mechanizmem CBAM oraz planowane wycofywanie darmowych uprawnień do emisji. Komisja Europejska musi zrozumieć, że polityki klimatyczne i regulacyjne muszą być dostosowane przede wszystkim do realiów globalnej konkurencji.
W tegorocznej agendzie Kongresu mocno wybrzmiewają kwestie odporności, suwerenności przemysłowej i bezpieczeństwa gospodarczego. Czy to oznacza, że Europa zaczyna rozumieć, że bez własnej bazy produkcyjnej, infrastruktury i dostępu do kluczowych chemikaliów nie da się mówić ani o transformacji przemysłu, ani o konkurencyjności czy o bezpieczeństwie?
Zdecydowanie tak. Ostatnie kryzysy pokazały bardzo wyraźnie, że bezpieczeństwo nie dotyczy już wyłącznie wojska czy infrastruktury krytycznej. Bezpieczeństwo zaczyna się również w zdolnościach produkcyjnych, dostępie do surowców, technologii i kompetencji przemysłowych.
Europa musi zrozumieć, że własna baza produkcyjna jest fundamentem bezpieczeństwa gospodarczego. Dotyczy to szczególnie produkcji kluczowych chemikaliów związanych z medycyną, farmacją, nawozami, żywnością, paliwami czy produktami codziennego użytku.
Nie możemy mówić o bezpiecznej Europie bez silnego przemysłu chemicznego. Chemia jest jednym z fundamentów konkurencyjności całego kontynentu oraz poziomu życia, do którego Europa przez lata się przyzwyczaiła.
Transformacja przemysłowa i energetyczna również nie odbędzie się bez wsparcia przemysłu chemicznego. Chemia jest kluczem do przyszłości, zarówno w kontekście bezpieczeństwa, jak i nowoczesnej gospodarki.
Unia Europejska wdraża m.in. elementy Chemical Industry Package, uproszczenia regulacyjne, Industrial Accelerator Act, czy też działania w ramach Critical Chemicals Alliance. Czy, Pana zdaniem, to adekwatna odpowiedź do skali kryzysu konkurencyjności, czy raczej dopiero punkt wyjścia do prawdziwej zmiany polityki przemysłowej?
To ważne i potrzebne inicjatywy. Sam fakt, że przemysł chemiczny został wyraźnie wskazany jako sektor strategiczny, ma bardzo duże znaczenie.
Jednocześnie jesteśmy dopiero na początku tej drogi. Przemysł będzie oceniał te działania przede wszystkim przez pryzmat konkretnych efektów: skrócenia procedur inwestycyjnych, ograniczenia obciążeń administracyjnych, dostępu do finansowania, ochrony rynku i poprawy warunków prowadzenia działalności.
Szczególnie ważne będzie skuteczne określenie listy krytycznych chemikaliów oraz stworzenie mechanizmów chroniących strategiczne grupy produktowe i zabezpieczających ich produkcję w Europie.
Musimy też pamiętać, że nie wszystkie procesy w chemii można szybko zdekarbonizować. To branża bardzo energochłonna i technologicznie złożona. Tymczasem konkurencja spoza Europy nie czeka. Dlatego Europa powinna dziś zdecydowanie przyspieszyć działania wspierające europejską produkcję przemysłową, przede wszystkim po to, aby utrzymać ją w Europie.
Coraz częściej mówi się dziś o potrzebie budowania popytu na produkty wytwarzane w Europie, a równolegle także o większym udziale krajowych firm i komponentów w strategicznych inwestycjach. Podejście „Made in Europe” i local content odpowiadają na podobną potrzebę tzn. wzmacniania bazy przemysłowej, ale działają na różnych poziomach. Jak zaprojektować te narzędzia tak, aby rzeczywiście wspierały konkurencyjność sektora chemicznego?
„Made in Europe” i local content odpowiadają na podobną potrzebę wzmacniania europejskiej bazy przemysłowej, ale działają na różnych poziomach.
„Made in Europe” powinno budować popyt na produkty wytwarzane w UE, natomiast local content może wzmacniać udział krajowych producentów, technologii i dostawców w strategicznych inwestycjach.
Kluczowe będzie jednak odpowiednie zdefiniowanie tych mechanizmów. Nie można sprowadzać europejskiej produkcji wyłącznie do kryterium niskoemisyjności. Europa produkuje dziś według jednych z najwyższych standardów środowiskowych, bezpieczeństwa pracy i bezpieczeństwa procesowego na świecie, i to również powinno być wartością chronioną.
Jednocześnie musimy mieć świadomość, że Europa nadal pozostanie częściowo uzależniona od importu niektórych surowców czy produktów spoza UE i nie wszystko będzie można szybko zastąpić produkcją europejską.
Jakie przesłanie powinno wybrzmieć z XIII edycji Kongresu Polska Chemia do decydentów w Polsce i Unii Europejskiej: czego przemysł chemiczny potrzebuje dziś najbardziej, aby pozostać w Europie, inwestować i przeprowadzić transformację bez utraty konkurencyjności?
Najważniejsze przesłanie jest dziś bardzo proste: albo Europa stworzy warunki do produkcji i inwestowania, albo będzie coraz częściej tracić przemysł, który jest potrzebny do realizacji jej własnych celów.
Przemysł chemiczny potrzebuje przede wszystkim przewidywalności, konkurencyjnych warunków działania oraz szybkich decyzji. Dziś nie potrzeba już kolejnych strategii, ale konkretnych działań.
Jednym z najważniejszych tematów Kongresu będzie dostęp do konkurencyjnej cenowo energii. Hasło „tania energia” jeszcze przez bardzo długi czas pozostanie jednym z kluczowych postulatów całego przemysłu energochłonnego, w tym Polskiej Chemii.
Bardzo mocno wybrzmią także postulaty dotyczące uproszczeń regulacyjnych, odbudowy konkurencyjności europejskiego przemysłu, wsparcia odporności gospodarczej oraz racjonalizacji polityki klimatycznej.
Jednym z najważniejszych tematów będzie również rewizja EU ETS. Branża chemiczna oczekuje bardziej racjonalnego podejścia do tego systemu – takiego, które będzie realnie wspierało cele środowiskowe, ale jednocześnie nie będzie prowadziło do dalszego osłabiania konkurencyjności europejskiego przemysłu.
Wywiad został opublikowany w Magazynie Polska Chemia 2/2026.

Dyrektor






