Ceny gazu to kolejny cios dla Polskiej Chemii. Zatoka Perska a przemysł. Dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu, PIPC, w wywiadzie dla Energetyka24

 Ceny gazu to kolejny cios dla Polskiej Chemii. Zatoka Perska a przemysł. Dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu, PIPC, w wywiadzie dla Energetyka24

Wojna Izraela i USA przeciwko Iranowi oraz działania odwetowe Teheranu od ponad miesiąca kształtują ceny ropy naftowej i gazu. Dla branży chemicznej stwarza to dodatkowy problem, ponieważ gaz jest surowcem potrzebnym do produkcji. O wpływie tego kryzysu na polski przemysł opowiadał dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, w rozmowie z red. Alicją Jankowską, Energetyka24.

Jak sytuacja w Zatoce Perskiej wpływa na branżę chemiczną i produkcję przemysłową w Polsce?

Sytuacja jest bardzo poważna, ponieważ uderza jednocześnie w ceny surowców energetycznych, koszty logistyki i poziom przewidywalności rynków. Dla branży chemicznej ma to znaczenie szczególne, bo ropa i gaz nie są wyłącznie nośnikami energii. W wielu segmentach są także podstawowymi surowcami do dalszej produkcji. Dlatego każda eskalacja napięcia w regionie Zatoki Perskiej niemal natychmiast przekłada się nie tylko na notowania paliw, lecz także na koszty wytwarzania całych grup produktów chemicznych i przemysłowych.

W praktyce rynek reaguje dziś nie tylko na faktyczne zakłócenia dostaw, ale również na samo ryzyko ich wystąpienia. To oznacza, że znaczenie mają nie wyłącznie decyzje militarne czy polityczne, lecz także oczekiwania inwestorów, armatorów, traderów i odbiorców przemysłowych. W takim otoczeniu planowanie w dłuższym horyzoncie staje się wyraźnie trudniejsze. 

W przypadku branży chemicznej szczególnie istotny jest gaz ziemny i LNG. Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z kluczowych punktów dla światowych przepływów energii: przechodzi przez nią około 20% globalnych przepływów ropy i innych paliw płynnych oraz około 20% światowego handlu LNG. To nie znaczy, że przez Ormuz płynie „20% światowego gazu” jako takiego, ale że jest to jeden z najważniejszych węzłów dla handlu skroplonym gazem ziemnym, zwłaszcza z Kataru. Dla Europy oznacza to wzrost presji na ceny LNG, większą konkurencję o dostępne wolumeny oraz wyższe koszty dostaw. 

Dla Polski i Europy ważne jest to, że po 2022 roku struktura dostaw gazu wyraźnie się zmieniła. Europa w dużym stopniu ograniczyła zależność od rosyjskiego gazu, a dzisiaj to USA mogą stać się jednym z kluczowych kierunków dostaw gazu do Europy. To poprawiło bezpieczeństwo dostaw, ale nie zlikwidowało podatności Europy na napięcia geopolityczne na globalnym rynku gazu. Innymi słowy: jesteśmy dziś lepiej przygotowani niż kilka lat temu, ale wciąż nie jesteśmy odporni na szoki cenowe i logistyczne. 

Trzeba też pamiętać, że unijne magazyny gazu nie są dziś w stanie „wyłączyć” wpływu geopolityki. Na początku kwietnia 2026 r. poziom zapełnienia magazynów gazu w UE wynosi 28-30%. To mniej niż w dwóch poprzednich, relatywnie łagodnych sezonach zimowych, choć nadal mieści się to w historycznych poziomach sprzed kryzysu. Dlatego dyskusja w Europie nie dotyczy prostego „obniżania celów magazynowania”, lecz raczej tego, jak zachować bezpieczeństwo dostaw przy większej elastyczności reguł i przy wysokich kosztach uzupełniania zapasów. 

W Polsce magazyny na szczęście są wypełnione w większym stopniu, ok. 45%. Ponadto w Polsce i ogólnie – całej Europie – bardzo pomaga nam teraz pogoda, która zmniejsza zapotrzebowanie na gaz do celów grzewczych. W kontekście tego konfliktu bardzo korzystny okazuje się ruch Komisji Europejskiej, by obniżyć cele dotyczące magazynowania gazu.

Natomiast, W branży chemicznej gaz ziemny ma ogromne znaczenie nie tylko jako paliwo energetyczne, ale również jako surowiec do procesów chemicznych. Jest to gaz o innej czystości i innych parametrach w obu przypadkach. W procesach jest używany gaz o dużo wyższej zawartości metanu niż w przypadku spalania gazu do celów energetycznych.

Jak to wygląda w przypadku ropy naftowej?

W przypadku ropy naftowej sytuacja jest nieco inna, chociaż ceny również gwałtownie wzrosły i reagują na każde działanie każdej ze stron konfliktu. Rynek ropy jest bardziej elastyczny niż rynek LNG. Ropa jest łatwiejsza do przekierowania pomiędzy regionami świata, a infrastruktura logistyczna i handlowa jest bardziej rozwinięta. Nie oznacza to oczywiście, że zakłócenia w Zatoce Perskiej są dla rynku ropy mało istotne. Przeciwnie, znaczenie Cieśniny Ormuz jest tutaj fundamentalne, bo przechodzi przez nią około jedna piąta światowych przepływów ropy i paliw płynnych.

Różnica polega na tym, że rynek ropy szybciej szuka tras zastępczych, uruchamia rezerwy i wycenia alternatywne scenariusze. W przypadku obecnego konfliktu trzeba jednak brać pod uwagę, że nawet częściowe ograniczenie przepływów przez Ormuz wywołuje silny efekt cenowy, ponieważ inwestorzy kalkulują nie tylko bieżący niedobór, lecz także ryzyko jego przedłużenia. W marcu 2026 r. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ogłosiła uwolnienie 400 mln baryłek z rezerw strategicznych właśnie w odpowiedzi na poważne zakłócenia związane z wojną na Bliskim Wschodzie. 

Mimo wszystko, produkcja w wielu krajach eksportujących ropę naftową jest ograniczona, a transport przez Cieśninę wstrzymany. Branży pozostaje więc obserwować zmiany na rynku z godziny na godzinę, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, choć prognozowanie w perspektywie tygodnia wydaje się dość odległe w przypadku tej wojny.

Czy zamknięcie Cieśniny Ormuz wpływa także na dostępność nawozów w Polsce?

Pod tym względem blokada nie zagraża Polsce. Polska nie jest uzależniona od tego kierunku jako kluczowego źródła gotowych nawozów, bazujemy w znacznym stopniu na produkcji krajowej. Natomiast pośrednio wpływ jest istotny, bo produkcja nawozów azotowych opiera się na gazie ziemnym. Amoniak, będący podstawą dla wielu nawozów, wytwarza się właśnie z gazu. To oznacza, że nawet jeśli sam fizyczny import nawozów z regionu Zatoki nie ma dla Polski kluczowego znaczenia, to wzrost cen gazu i napięcia na rynku LNG przekładają się na koszty krajowej produkcji. 

Polska jest drugim największym producentem nawozów w Europie, po Norwegii, z produkcją na poziomie około 7 mln ton rocznie, w przeliczeniu na masę nawozu. Zapotrzebowanie jest zaspokajane w większości przez produkcję krajową. Z naszego punktu widzenia najważniejsze jest, aby mieć zapewnioną ciągłość dostaw gazu, w odpowiednich cenach. W pewnym sensie moglibyśmy stać się samowystarczalni.

Import nawozów do kraju oczywiście istnieje, a jednym z największych eksporterów nawozów mineralnych do Polski była i pozostaje Rosja. Import rósł przez ostatnie lata i mimo wdrożonych w lipcu zeszłego roku sankcji na nawozy z Rosji i Białorusi, to właśnie do czerwca zeszłego roku był on najwyższy. Rosja wciąż wysyła swoje nawozy do Europy poprzez inne kraje – m.in. Gruzję, Turcję, Turkmenistan, Tadżykistan, właściwie pośrednio sprzedając nam gaz, przetworzony na nawóz.

Jakie konkretne problemy dla produkcji chemicznej wywołują zakłócenia na rynku gazu?

Pierwszy problem to fizyczna dostępność surowca, a drugi – jego cena. To musi być bezwzględnie zapewnione, by nie ograniczać produkcji – szczególnie nawozów, ponieważ to może przełożyć się na produkcję rolną i bezpieczeństwo żywnościowe.

Oba są równie ważne, ale w inny sposób. W dużej chemii bazowej i nawozowej kluczowe znaczenie ma stabilność pracy instalacji. Te procesy nie lubią gwałtownych zmian, przerywania pracy, nagłych ograniczeń czy nieplanowanych odstawień. Im bardziej złożona i zintegrowana instalacja, tym większy koszt techniczny i ekonomiczny przynosi każde zaburzenie ciągłości.

Dlatego dla zakładów chemicznych równie ważne jak sama cena gazu jest to, czy można planować produkcję w sposób stabilny i przewidywalny. Gdy rynek wchodzi w fazę ostrej zmienności, firmy muszą podejmować decyzje nie tylko handlowe, ale również operacyjne: ograniczać moce, przekładać terminy postojów remontowych, korygować portfel produktów albo zmieniać harmonogramy zakupowe. To są decyzje bardzo kosztowne, bo w chemii jedno zaburzenie rzadko pozostaje izolowane, zwykle wpływa na cały powiązany system produkcji. 

Szczególnie wrażliwy jest segment nawozowy, ale nie tylko on. Gaz pozostaje ważny także dla petrochemii, tworzyw sztucznych, półproduktów organicznych i wielu innych grup produktowych. Nawet tam, gdzie dana substancja nie jest wytwarzana w Polsce na dużą skalę, jej cena na rynku krajowym może rosnąć, bo polscy odbiorcy kupują ją na rynku europejskim i globalnym. To dotyczy między innymi metanolu, którego znaczenie dla licznych łańcuchów przemysłowych jest duże, a którego produkcja na świecie w znacznej części opiera się na gazie ziemnym. 

Trudno jest też przewidzieć długofalowy wpływ tego konfliktu na ceny finalnych produktów, wciąż trwa on przecież dość krótko. W niektórych branżach właśnie zaczyna się sezon, w innych się kończy. Cały czas panuje duża niepewność.

Gaz w chemii jest wyjątkowym surowcem nie tylko jako substrat do produkcji, ale też ze względu na to, że niektóre zakłady chemiczne posiadają własne elektrownie gazowe do zasilania.

To prawda. W części zakładów chemicznych gaz jest wykorzystywany nie tylko jako surowiec, ale też do zasilania własnych źródeł energii i ciepła. Oczywiście skala i struktura tych aktywów są różne, nie wszędzie dominują nowoczesne jednostki gazowe, a część zakładów nadal opiera się na innych technologiach, w tym na węglu. Największe bloki gazowe przy zakładach chemicznych należą do Grupy Orlen. Jednostki CCGT pracują m.in. w rafinerii w Płocku oraz przy zakładach we Włocławku, a kolejne budowy i modernizacje są w toku. Natomiast sam kierunek zmian jest czytelny: bezpieczeństwo dostaw gazu pozostaje ważne nie tylko dla produkcji chemikaliów, ale też dla utrzymania własnych systemów energetycznych zakładów.

W polskich warunkach istotne jest to, że system dostaw gazu jest dziś wyraźnie bardziej zdywersyfikowany niż kilka lat temu. Polska korzysta z terminalu LNG, Baltic Pipe oraz krajowego wydobycia. To zwiększa odporność systemu, choć nie eliminuje wpływu globalnych cen i napięć geopolitycznych. Innymi słowy: ryzyko niedoboru jest dziś mniejsze niż w szczycie kryzysu energetycznego, ale ryzyko wysokich kosztów nadal pozostaje realne. 

Na szczęście skończyła się również zima. W szczycie sezonu grzewczego sytuacja byłaby o wiele trudniejsza, gdy zużycie gazu byłoby wysokie nie tylko w zakładach chemicznych, ale także w gospodarstwach domowych do celów grzewczych.

Źródło: Energetyka24. Rozmawiała red. Alicja Jankowska. Cała rozmowa dostępna jest na stronie redakcji.

Posty pokrewne