Europa chce być bardziej niezależna. Bez własnej bazy produkcyjnej będzie to trudne – komentarz PIPC do orędzia o stanie UE
- Polska Chemia Rzecznictwo
- 18 września 2026
– Tegoroczne orędzie o stanie Unii było wystąpieniem wyraźnie napisanym pod wpływem zmieniającego się otoczenia geopolitycznego. Ursula von der Leyen mówiła o „otwarcie wrogim świecie”, narastających zagrożeniach hybrydowych, potrzebie zwiększenia europejskich zdolności obronnych i budowie Europy zdolnej samodzielnie decydować o swoim losie. Już na początku padło również ważne z perspektywy przemysłu stwierdzenie, że globalną konkurencję kształtuje dziś walka o zdolności przemysłowe. Przesłanie było jednoznaczne: „los Europy musi pozostać w rękach Europejczyków”. To kierunek, z którym trudno się nie zgodzić – podkreśla Radca ds. Regulacji w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego, Szymon Domagalski.
W orędziu z 16 września br. znalazło się też kilka bardzo istotnych dla przemysłu diagnoz. Ursula Von der Leyen przyznała wprost, że Europa nie utrzyma pozycji potęgi przemysłowej przy strukturalnie wysokich cenach energii. Wskazała na opóźnienia w rozwoju sieci, rosnącą presję ze strony Chin, deindustrializację europejskich ośrodków przemysłowych, potrzebę większej dostępności kapitału i zwiększenia gotowości sektora finansowego do podejmowania ryzyka. Pozytywnie należy również odczytać rosnącą świadomość znaczenia dostępu do surowców krytycznych, bezpieczeństwa dostaw i dywersyfikacji partnerstw handlowych.
Niepokoi jednak sposób, w jaki w tegorocznym orędziu zdefiniowano europejską odporność. W porównaniu z wystąpieniem z 2025 r. konkurencyjność i utrzymanie przemysłu były mniej wyraźnym motywem przewodnim. Rok temu von der Leyen szeroko mówiła o barierach wskazanych w raporcie Draghiego, dialogu z przemysłem, w tym z sektorem chemicznym, o kryteriach „Made in Europe”, tworzeniu popytu na europejską produkcję oraz o Industrial Accelerator Act. Tegoroczne wystąpienie nie porzuca tych tematów, ale polityczny ciężar przesunął się wyraźnie w stronę bezpieczeństwa, obronności i ograniczania zależności zewnętrznych.
Problem polega na tym, że bezpieczeństwo i odporność nie mogą być budowane w oderwaniu od zdolności produkcyjnych. Widać tu pewną niespójność akcentów. W dokumentach przygotowanych na potrzeby IAA Komisja znacznie mocniej podkreśla znaczenie europejskiej bazy przemysłowej dla bezpieczeństwa gospodarczego i odporności, a sam dokument został przedstawiony jako instrument mający zwiększać produkcję i popyt na produkty wytwarzane w Europie.
Tymczasem w najnowszym orędziu, mimo silnego nacisku na bezpieczeństwo i „resilience”, kwestia utrzymania europejskich zdolności produkcyjnych była obecna znacznie słabiej. Odporność była rozwijana przede wszystkim przez pryzmat uniezależniania się od importowanych paliw kopalnych, dywersyfikacji dostaw, zabezpieczania surowców krytycznych i tworzenia rezerw. Wszystkie te działania są potrzebne, ale nie odpowiadają jeszcze na pytanie, jakie podstawowe i strategiczne zdolności produkcyjne Europa powinna zachować u siebie.
Europa nie musi produkować wszystkiego sama. W podstawowych i strategicznych obszarach powinna jednak zachować zdolność do samodzielnego wytwarzania produktów i materiałów niezbędnych dla funkcjonowania gospodarki i bezpieczeństwa. Dywersyfikacja dostaw zmniejsza ryzyko, ale nie powinna sprowadzać się do zastępowania jednej silnej zależności zewnętrznej kolejną.
Szczególnej uwagi wymaga w tym kontekście część wystąpienia dotycząca Chińskiej Republiki Ludowej. Był to jeden z najmocniejszych gospodarczych momentów orędzia. Diagnoza brzmiała bardzo poważnie: deficyt UE w handlu z Chinami sięga około 1 mld euro dziennie, a Przewodnicząca KE mówiła wprost o „drugim wstrząsie chińskim”, który już prowadzi do deindustrializacji europejskich ośrodków przemysłowych. Jednocześnie kolejne zdania utrzymane były w zauważalnie bardziej pragmatycznym tonie. Ursula Von der Leyen mówiła o potrzebie przywrócenia równowagi („rebalancing”) w relacjach handlowych, dialogu z Pekinem oraz o wspólnym interesie w znalezieniu rozwiązania. „Słowa są dobre, ale czyny są lepsze” – zaznaczyła, podkreślając jednocześnie gotowość wykorzystania wszystkich dostępnych instrumentów.
Zmiana doboru słów ma znaczenie, choć byłoby zbyt daleko idącym wnioskiem uznać ją już za zmianę unijnej strategii wobec Chin. Na tle wcześniejszego silnego akcentowania ograniczania ryzyka („de-risking”), dywersyfikacji i ochrony europejskiej produkcji tegoroczne orędzie można jednak odczytać jako sygnał mniej konfrontacyjnego i bardziej transakcyjnego podejścia do relacji z Pekinem. W warunkach rosnącej niepewności geopolitycznej i coraz silniejszego nacisku na bezpieczeństwo dostaw warto obserwować, czy jest to jedynie zmiana retoryki, czy początek szerszej korekty akcentów w polityce UE wobec Chin.
Z perspektywy przemysłu chemicznego pytanie jest szczególnie istotne. W wielu podstawowych łańcuchach wartości problemem nie jest już wyłącznie wielkość importu, lecz stopniowa utrata europejskich zdolności produkcyjnych i możliwości ich odtworzenia w sytuacji kryzysowej. Jeżeli bezpieczeństwo staje się centralnym elementem europejskiej polityki, pytanie powinno więc brzmieć nie tylko: „skąd możemy importować?”, ale również: „co musimy nadal potrafić wyprodukować sami?”.
To szczególnie ważne, gdy bezpieczeństwo staje się jednym z głównych tematów europejskiej polityki. Możemy zwiększać wydatki obronne, rozwijać systemy obrony powietrznej, technologie kosmiczne, baterie, półprzewodniki czy nowe źródła energii. Każda z tych zdolności zaczyna się jednak znacznie wcześniej niż na etapie montażu finalnego produktu. Potrzebuje, materiałów specjalistycznych, tworzyw, nawozów, gazów technicznych, powłok, klejów, materiałów izolacyjnych i całej gamy innych produktów chemicznych. Bez bezpieczeństwa wcześniejszych ogniw łańcucha wartości bezpieczeństwo produktu końcowego pozostaje niepełne.
Ciekawy punkt odniesienia daje również część poświęcona sztucznej inteligencji. Ursula Von der Leyen słusznie zauważyła, że Europa nie musi wygrać wyścigu o każdy najbardziej zaawansowany model AI. Powinna natomiast umieć przenieść sztuczną inteligencję „z ekranu do realnej gospodarki i społeczeństwa” – do fabryk, energetyki, transportu, ochrony zdrowia czy sektora obronnego.
Warto jednak pociągnąć tę myśl dalej. Rozwój świata cyfrowego może zwiększać produktywność, bezpieczeństwo i efektywność, ale wszystko, czego potrzebujemy poza ekranem, od budynków i leków po sieci energetyczne, chłodzenie, satelity i systemy obronne, musi zostać z czegoś wyprodukowane. Cyfrowa suwerenność bez materialnej bazy przemysłowej pozostanie niepełna. I właśnie tutaj szczególna rola przemysłu chemicznego jest często niedostatecznie widoczna.
Podobne napięcie można dostrzec w części dotyczącej jednolitego rynku. Hasło „Jedna Europa, jeden rynek” dobrze oddaje deklarowany kierunek działań Komisji. Von der Leyen podkreślała potrzebę szybszych inwestycji, przyłączeń do sieci, decyzji administracyjnych i dostępu do finansowania, wskazując jednocześnie, że lokalizacja inwestycji coraz częściej zależy właśnie od szybkości i przewidywalności tych procesów.
Tym bardziej należy zwracać uwagę na spójność tej deklaracji z instrumentami projektowanymi w ramach polityki przemysłowej. W trwających pracach nad IAA PIPC wskazuje na ryzyko, że kryteria mające wspierać europejską produkcję mogą, przy nieuwzględnieniu zróżnicowanych miksów energetycznych i warunków transformacji, różnicować konkurencyjność zakładów znajdujących się w różnych państwach członkowskich. Temu właśnie poświęcony jest nasz apel o zachowanie spójności jednolitego rynku w pracach nad IAA. Polityka przemysłowa UE powinna wzmacniać produkcję w Europie, nie tworząc przy tym nowych podziałów wewnątrz samego wspólnego rynku.
Podobnie należy patrzeć na rozwój umów handlowych i nowych partnerstw. Dywersyfikacja jest potrzebna, a zamknięcie europejskiego rynku nie byłoby odpowiedzią na obecne wyzwania. Trzeba jednak rozróżniać dostęp do rynku od prawa do korzystania z dodatkowych preferencji tworzonych po to, aby utrzymać strategiczną produkcję w Europie. Otwartość gospodarcza i odporność nie stoją ze sobą w sprzeczności, pod warunkiem że Europa zachowuje własne kluczowe ogniwa łańcuchów wartości i nie traci zdolności produkcyjnych, których odtworzenie w przyszłości może okazać się trudne, kosztowne albo niemożliwe w wystarczająco krótkim czasie.
Tegoroczne orędzie trafnie pokazuje, że świat zmienił się fundamentalnie. Europa musi być szybsza, bardziej odporna i lepiej przygotowana na kryzysy. Kolejnym krokiem powinno być jednak pełniejsze połączenie bezpieczeństwa z polityką przemysłową. Jeżeli europejska niezależność ma oznaczać rzeczywistą zdolność do działania, nie wystarczy mieć dostęp do surowców, kapitału i technologii. Europa musi również zachować zdolność do ich przetwarzania i wytwarzania produktów, od których zależą jej gospodarka, bezpieczeństwo i codzienne życie obywateli.
W przeciwnym razie możemy dysponować europejskimi strategiami, europejskimi standardami i europejskimi ambicjami, ale coraz większą część materialnych podstaw potrzebnych do ich realizacji będziemy wytwarzać poza Europą.

Dyrektor






