Reforma EU ETS: krok we właściwym kierunku, ale bez narzędzi do odbudowy konkurencyjności przemysłu! Komentarz dr. inż. Tomasza Zielińskiego, Prezesa Zarządu PIPC

 Reforma EU ETS: krok we właściwym kierunku, ale bez narzędzi do odbudowy konkurencyjności przemysłu! Komentarz dr. inż. Tomasza Zielińskiego, Prezesa Zarządu PIPC

Fot. TZ

Przedstawiona 17 lipca 2026 r. przez Komisję Europejską propozycja rewizji unijnego systemu handlu emisjami EU ETS to sygnał, że Bruksela usłyszała część postulatów przemysłu chemicznego. Jednocześnie, w momencie gdy sektor zmaga się z wysokimi kosztami energii i coraz ostrzejszą konkurencją globalną, propozycja odpowiada na rosnące koszty CO2 tylko częściowo. Nadal bez odpowiedzi pozostaje pytanie, jak stworzyć warunki, które realnie umożliwią dekarbonizację, a nie tylko ją narzucą.

I jak realnie powstrzymać odpływ produkcji z Europy?

Spłaszczona ścieżka redukcji uprawnień i możliwość wykorzystania międzynarodowych kredytów węglowych to zmiany, na które branża czekała. Ale te ulgi są w dużej mierze równoważone przez nowe warunki przy darmowych przydziałach. Model, w którym firmy muszą najpierw zainwestować, żeby dopiero potem otrzymać pełne wsparcie, w praktyce przenosi ryzyko finansowe z Komisji na przedsiębiorstwa, które i tak działają dziś w trudniejszych warunkach kapitałowych niż jeszcze kilka lat temu.

Kierunek tych zmian wpisuje się w obawy, które Polska Izba Przemysłu Chemicznego sygnalizowała już w Manifeście Polskiej Chemii, pierwszym strategicznym dokumencie tego typu w historii polskiego przemysłu, zbudowanym wokół sześciu filarów, od ochrony rynku po transformację energetyczną. Rewizja ETS to pierwszy duży test, na ile te postulaty przełożą się na konkretne rozwiązania legislacyjne.

Widzieliśmy już wiele planów ratowania europejskiej chemii, które kończyły się na wielostronnicowych dokumentach. Ta reforma ma szansę być inna, jednak pod jednym warunkiem, że pieniądze i uprawnienia trafią do firm szybciej, niż konkurencja z Azji zdąży przejąć kolejny kontrakt. Polska Chemia nie potrzebuje kolejnej dekady obietnic. Potrzebuje dostępu do taniej energii i kapitału już teraz.

Dla dużej części polskiego przemysłu chemicznego warunki niezbędne do transformacji wciąż nie są w pełni dostępne. Dotyczy to zarówno cen energii, jak i infrastruktury sieciowej, dojrzałości technologii nisko- i zeroemisyjnych oraz rynków zbytu dla produktów niskoemisyjnych. Im mniej tych warunków jest spełnionych, tym trudniej, by same koszty ETS przełożyły się na realne inwestycje, zamiast stać się po prostu dodatkowym obciążeniem.

Punkt startowy Polskiej Chemii różni się od tego, z którego startują konkurenci z Europy Zachodniej. Krajowy miks energetyczny wciąż w istotnym stopniu opiera się na węglu, więc każdy mechanizm powiązany z ceną prądu, w tym zapowiadana elektryfikacja przemysłu, obciąża nas dziś silniej niż producentów francuskich czy skandynawskich. Do tego dochodzi presja konkurencyjna ze strony tańszych produktów chemicznych z Azji, docierających na rynek europejski częściowo przez kraje trzecie.

Szczególnie ważna jest zapowiedź utrzymania bezpłatnych uprawnień dla sektorów objętych CBAM i wydłużenie procesu ich wycofywania do 2038 roku – to kierunek, o który PIPC zabiegała od dawna. Samo utrzymanie mechanizmów ochronnych nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów, dlatego równie istotne będą instrumenty wspierające inwestycje.

Pozytywnie należy ocenić utworzenie Banku Dekarbonizacji Przemysłu (IDB), który ma zapewnić 100 mld euro na projekty dekarbonizacyjne. Podobnie należy spojrzeć na obniżenie współczynnika redukcji liniowej (LRF) do 3,7% w latach 2031-2035 i 1,7% w latach 2036-2040 – to pozytywny sygnał, choć nawet po korekcie cel pozostanie trudny do osiągnięcia. Skuteczność całego pakietu będzie zależeć również od konkretnych poziomów benchmarków przyjętych dla poszczególnych sektorów. One pokażą, czy proponowane rozwiązania rzeczywiście uwzględniają możliwości technologiczne przemysłu.

Reforma nie odpowiada jednak na pytania, które dziś realnie decydują o tym, czy produkcja zostaje w Europie, czy z niej odpływa.

Przede wszystkim, zaproponowane mechanizmy nie stanowią bezpośredniego narzędzia powstrzymującego deindustrializację, którą obserwujemy już dziś, a nie dopiero w perspektywie 2030 czy 2038 roku. Warunkowość inwestycyjna i dłuższe wygaszanie darmowych uprawnień spowalniają tempo pogarszania się sytuacji, ale jej nie odwracają. PIPC postuluje, by decyzję o pełnym dostępie do 100% bezpłatnych uprawnień oprzeć na prostszych, szybszych kryteriach niż wieloletni cykl inwestycyjny – tak, by wsparcie trafiało do firm zanim, a nie po tym, jak podejmą decyzję o przeniesieniu produkcji poza Europę.

Po drugie – pakiet nie zawiera bezpośredniego instrumentu obniżającego cenę energii dla przemysłu energochłonnego, poza ogólną zapowiedzią elektryfikacji. PIPC od dawna postuluje wprowadzenie rozwiązań, które realnie przełożyłyby się na niższe rachunki: długoterminowe kontrakty na zakup energii odnawialnej po cenach dostępnych dla przemysłu (Industrial PPA), obniżone opłaty sieciowe dla odbiorców energochłonnych oraz przyspieszony, celowany program inwestycji w sieci przesyłowe i dystrybucyjne. Bez tego elektryfikacja pozostanie postulatem, a nie drogą do niższych kosztów.

Ponadto propozycja nie wzmacnia w wystarczającym stopniu ochrony rynku europejskiego przed importem z krajów o niższych kosztach środowiskowych. Mechanizm CBAM chroni dziś tylko część łańcucha produkcji, a zapowiedziane wsparcie dla państw trzecich we wdrażaniu własnych systemów cen za CO2 to rozwiązanie odległe w czasie.

Propozycja Komisji odnosi się do większości postulatów wskazywanych przez przemysł, ale nie oznacza prostego złagodzenia EU ETS. Ambicja redukcji emisji pozostaje wysoka, a część wsparcia będzie silniej uzależniona od realizacji inwestycji dekarbonizacyjnych. To ryzykowne – bo ochrona, która formalnie zostaje utrzymana, w praktyce może okazać się trudniejsza do wykorzystania niż dziś. Dlatego pytamy nie tylko “ile” pieniędzy przewidziano, ale przede wszystkim “jak szybko”, “na jakich zasadach” i “dla kogo” będą one realnie dostępne.

W obliczu globalnej konkurencji firmy mają coraz mniejsze pole, by przenosić rosnące koszty na klientów. To wyzwanie dla przedsiębiorstw każdej wielkości. Jednak dla mniejszych producentów, bez skali i zaplecza kapitałowego dużych koncernów, dodatkowe koszty regulacyjne mogą decydować o tym, czy inwestycja w danym miejscu w ogóle się opłaca.

Europejski przemysł chemiczny od dekad pokazuje, że potrafi się zmieniać. Od 1990 roku ograniczył emisje o ponad 60%, jednocześnie zwiększając produkcję o ponad 43%. Kolejny etap tej transformacji będzie jednak wymagał inwestycji liczonych w dziesiątkach miliardów euro jeszcze przed 2030 rokiem, a ostatnie dane o spadku inwestycji w sektorze pokazują, że to wyzwanie, z którym branża mierzy się w niesprzyjających warunkach rynkowych.

  • Propozycję Komisji można ocenić z pewnym optymizmem, ale jej skuteczność będzie wymagała znacznie bardziej szczegółowych rozwiązań na etapie wdrożenia – zwłaszcza w trzech obszarach: realnych narzędzi zatrzymujących odpływ produkcji z Europy, konkretnych mechanizmów obniżających koszt energii dla przemysłu oraz skuteczniejszej ochrony rynku europejskiego przed importem z krajów niestosujących porównywalnych kosztów klimatycznych.
  • Skuteczna ochrona przed ucieczką emisji pozostanie potrzebna tak długo, jak koszty CO2 w Europie przewyższają te ponoszone przez konkurentów spoza Unii – a Polska Chemia potrzebuje w tym procesie czegoś więcej niż deklaracji: konkretnego wsparcia w dostępie do funduszy, energii i infrastruktury, zanim decyzje inwestycyjne zapadną gdzie indziej.

Z najnowszego raportu PIPC “Przemysł chemiczny w liczbach” wynika, że w pierwszym kwartale 2026 roku ceny energii elektrycznej w Polsce wynosiły: 663 zł/MWh w styczniu, 503 zł/MWh w lutym, 465 zł/MWh w marcu i w kolejnych miesiącach – zmienne i wciąż relatywnie wysokie. Ten sam raport pokazuje spadek produkcji sprzedanej we wszystkich analizowanych segmentach polskiej chemii w tym okresie. To nie jest prognoza na 2030 czy 2038 rok. To dane sprzed kilku miesięcy.

Do tego dochodzi szerszy, europejski kontekst: branża od dłuższego czasu sygnalizuje malejący udział Europy w globalnej produkcji chemikaliów oraz rosnącą presję konkurencyjną spoza kontynentu, gdzie ceny energii bywają nawet 2-3 razy niższe.

Najważniejsze wyzwanie dla tej branży to dziś dostępność przystępnej cenowo energii. To ona decyduje o konkurencyjności i pozycji całego sektora, ale w rewizji nie pojawiły się rozwiązania jak zapewnić przemysłowi tanią energię.

Do tego dochodzi przeregulowanie i brak realnej ochrony rynku przed importem z krajów, które nie ponoszą porównywalnych kosztów klimatycznych.

Widzieliśmy już wiele planów ratowania europejskiej chemii, które kończyły się na wielostronicowych dokumentach. Ta reforma ma szansę być inna, pod jednym warunkiem: że wsparcie trafi do firm szybciej, niż konkurencja spoza Europy zdąży przejąć kolejny kontrakt.

Polska Chemia nie potrzebuje kolejnej dekady obietnic. Potrzebuje dostępu do taniej energii i kapitału już teraz.

Autor: dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. 

Posty pokrewne